Sam namaściłeś ich ręce
Sam namaściłeś ich ręce
Te proste, te spracowane
I te, co ciągle chcą więcej
Te drżące, zafrasowane
Spłoszone Twą obecnością
I takie, które krzyczały
Ściśnięte w pięści ze złością
Co trzos srebrników trzymały
Ręce niosące wytchnienie
Te wątłe, słabe i kruche
I te, rzucające kamienie
Na dźwięk Twego głosu wciąż głuche
Sam namaściłeś ich ręce
Mocą Twojej świętości
Czy zechcą otworzyć serce
By przyjąć dar Twej Miłości
Czy będą chcieli się wyrzec
Świata , bogactwa i siebie
Czy w lustro wpatrzeni krzywe
Uwierzą , że można bez Ciebie