Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił
W najczarniejszej godzinie
Kiedy groza wszędzie
Gdy Nadzieja zaginie
W realności obłędzie
Kiedy wszyscy się znudzą
I ze wzgardą odejdą
Bo tak łatwo śmierć cudzą
Przeżyć w życiu kolejną
Kiedy ból tak nieznośny
Że przeszywa istnienie
Nieprzyjaciel z wściekłości
Ciska obelg kamienie
Tylko ciemność i pustka
Czas powoli się wlecze
Krzyk się ciśnie na usta
Rozpacz staje się szeptem
Nie pozwól żebym zapomniał
Słów , co żywiły mą duszę
Nie pozwól abym złorzeczył
Pośród zwątpienia poruszeń
Nie pozwól aby me oczy
Ciebie wyglądać przestały \
Nie dopuść abym Cię zdradził
Bym Twojej nie głosił Chwały
Nie daj mi się odwrócić
Od Ciebie , Stwórcy i Pana
Nie mogę Ciebie zasmucić
Upadnę na kolana
I dusza moja zaśpiewa
Hymny i psalm uwielbienia
Choć moja Miłość omdlewa
W Tobie nic się nie zmienia
Obudźcie się słowa wdzięczności
Głęboko w sercu złożone
Mój Pan w najstraszliwszej ciemności
Światło ma zapalone
On nigdy mnie nie opuści
Biednego zawsze wysłucha
I pośród męki czeluści
Strzeże mojego ducha